You are currently browsing the archives for the day Thursday, February 26th, 2009.

Jeszcze raz o szczęściu i pieniądzach…

26/02/2009 // Opublikowany w Szczęście Horyzontalne  |  NBez komentarzy

… temat mnie wciągnął, ale cóż, w końcu żyjemy w społeczeństwie konsumpcyjnym…

Ostatnim razem pisałam, że jeśli chodzi o zarabianie pieniędzy, to nie umiemy powiedzieć sobie STOP, nawet osiągając pewien pułap dochodu (lub drugi naleśnik ;) ). Zawsze, czy to w przypadku pieniędzy, czy rzeczy, chcemy mieć trochę więcej i wydaje nam się, że będziemy szczęśliwsi mając to “więcej”. Apetyt rośnie w miarę jedzenia i spirala się nakręca. Zjawisko to nazwano hedonistycznym kieratem (”hedonic treadmill“). Kręcimy się w tym kieracie w miejscu, kupując, ciesząc się przez moment i znowu kupując, i tak ad infinitum. Z interesującą metaforą znów przychodzi nam na ratunek profesor Daniel Gilbert. Według niego, gdy kupujemy sobie porsche, najbardziej cieszymy się wyobrażając sobie dzień zakupu. Później, gdy drżenie serca na widok naszego samochodu słabnie, a uśmiech blednie, wyciągamy błędny wniosek: nie kwestionujemy, że zakup JAKIEGOKOLWIEK samochodu nie daje nam szczęścia. Za pogorszenie naszego nastroju obwiniamy raczej wybór i kupno TEGO samochodu (tzn w tym przypadku porshe). Skaczemy więc o oczko wyżej i kupujemy BMW (no dobra, pojęcia nie mam, czy skok z porsche do BMW to skok ‘oczko wyżej…ale niech i tak zostanie). …I oczywiście znów jesteśmy zawiedzeni…. I tak dzieje się ze wszystkimi naszymi rzeczami, od samochodów, poprzez komórki, na ubraniach kończąc…

Profesor Gilbert (ma szansę na zostanie Moim Ulubionym Psychologiem - TU można poczytać sobie jego blog - szkoda, że od dawna nieuaktualniany…) wyjaśnia, że wszystko przez to, że słowo “Szczęście” jest Rzeczownikiem - wydaje nam się, że można je MIEĆ/KUPIĆ/DOSTAĆ, jak każdy inny rzeczownik… co najmniej jak marchewkę… lub miłość… ;)

Tak, czy owak, autor artykułu, na który się natknęłam, o znamiennym tytule: “Czy pieniądze mogą kupić szczęście?” (”Can Money Buy Happiness?“), wylicza rzeczy, od których kupna powinniśmy się uwolnić: luksusowy samochód (nie kupuj, bo: olśnisz swoich sąsiadów, ale tylko swoim narcyzmem), jacht (nie kupuj, bo: chyba sobie nie zdajesz sprawy, że cena jachtu ma się nijak do ceny jego utrzymania, więc policz lepiej jeszcze raz, ile razy się nim przepłyniesz), rzeczy na kredyt (nie kupuj, bo: przyzwyczaisz się do życia, na które Cię nie stać i ból po utracie tego życia może być większy niż radość z jego zyskania)…

Na koniec, jeszcze jedno pocieszenie płynące z opisanego już doświadczenia przeprowadzonego przez Van Bovena i Gilovicha. Okazuje się, że spośród ludzi robiących zakupy, najszczęśliwsi są ci, którzy nawet z najdrobniejszej rzeczy potrafią ‘wycisnąć’ ekscytujące przeżycie, nieważne już, czy taką rzeczą będzie książka, aparat fotograficzny, czy kurs malarstwa dla opornych…

Czyli: kupujmy, ale planujmy, do czego zakup nam się może przydać - żeby nie stał nieużywany na półce (np. ja zobaczyłam patelnię do naleśników i od razu wiedziałam, zę nie będzie się kurzyć :) ). Nie uzależniajmy się od kupowania dla kupowania - niech zakupy nami nie rządzą!

No dobrze, już dosyć tych Poradników Szczęśliwego Konsumenta - następny wpis będzie o czymś zupełnie innym…

Korzystałam z artykułu ”Can Money Buy Happiness?” - David Futrelle - CNN Money.com.